Featured Post

Ad Block

...zakochać się w iPhone 8

Kupuję eski.

Tych bez s zawsze się bałam. Apple przy nowych iPhone'ach sprawiał wrażenie, że wypuszcza na rynek lepszą wersję beta tylko po to, aby użytkownicy powiedzieli mu jakie wady powinien usunąć. Później pojawiało się magiczne s. Utknęłam więc z moją całkiem fajną Szósteczką i cierpliwie czekam.

Nie jestem wyznawcą. Lubię ładne rzeczy, a design firmy mi odpowiada. Dodatkowo sprzęty trzymają cenę lepiej niż inne na rynku. Tyle z zalet. Są ładne, drogie i po 3 latach ktoś je ode mnie kupi. Nie muszę ich wyrzucać na śmietnik.

Tu jednak nie o tym. Przebierając nóżkami w oczekiwaniu na wytęsknioną zmianę naczytałam się artykułów dotyczących parametrów technicznych nieochrzczonego jeszcze Iphone'a. O technologi 3D, przewidywanym procesorze, wygiętych rogach, ekranie z boku i wielu innych, które szczerze mówiąc średnio mnie interesują.


kradzione z www.itechpost.com - fajnie to zrobili 


Magia Steve'a Jobsa polegała (oprócz oczywistej umiejętności robienia szoł - dziś nazywamy to wytwarzaniem potrzeby) na genialnym połączeniu niesamowitego designu z użytecznością dedykowaną dla przeciętnego klienta. Nie okłamujmy się, klient Apple nie jest użytkownikiem wyższego rzędu o niewiarygodnych wymaganiach. iOS skrzętnie blokuje mu wszystkie te zachcianki, w zamian ofiarując 'myślenie'. Intuicyjność -  najprawdopodobniej Jobs dążył do tego, aby w przyszłości system powiedział mi kiedy mam kupić papier toaletowy, a przy rozładowaniu telefonu miałam dostawać ataku paniki.

Dziś. Dzięki narzuceniu kierunku rozwoju dla całej branży oraz szybkiej implikacji aplikacji mobilnych funkcje, które proponuje Apple są ogólnie dostępne dla klienta niekoniecznie związanego z ich sprzętem. W dodatku niejednokrotnie tańsze i niejednokrotnie lepsze, a to co miało być fundamentem firmy, stało się rynkiem samym w sobie.

I Apple się pogubiło. Zamiast powrócić do wyznaczania trendów, goni za nimi ledwo zipiąc i stara się wszystkie nowinki konkurencji wprowadzić JUŻ. Prawdopodobnie nie widząc innych możliwości.

A gdyby tak zgodnie z maksymą... Think different.

Przy tak szybkim rozwoju technologii, w perspektywie 5 lat, wszyscy będą posiadali:
- i zakrzywione i proste wyświetlacze
- i mniejsze i większe średnice ekranu
- integracje z TV, czajnikiem, lodówką, prostownicą (o tym marzę! nie spalę wtedy domu)
- genialny procesor
- niemalże wbudowaną lustrzankę (producenta można sobie wybrać)
- super baterię (wiem, nie umieją w baterie)
- bezprzewodowe ładowanie, słuchwki i coś tam, na co jeszcze wpadną
- można tak wymieniać bez końca.

A zaczęło się od białych słuchawek. Bo były ładne. Widoczne. Na pierwszy rzut oka mówiły jaki masz sprzęt. Jobs zabawił się klasą aspirującą, która za pomocą głupich, białych słuchawek chciała udowodnić światu, że należy jednak do elity. Tyle. Ludzie chcieli pokazać, że stać ich na drogie, ładne rzeczy, które są przy okazji funkcjonalne.


Design. Tutaj właśnie pojawia się problem. Z Piąteczką mentalnie nie mogłam się rozstać długo, bo najzwyczajniej w świecie kochałam ten telefon. Jedyną jego wadą była za mała pamięć, czego nie udało mi się zaakceptować. Nawet zastanawiałam się nad zmianą marki, pomimo późniejszych kłopotów z integracją innych domowych urządzeń. Tak brzydka i pospolita wydawała mi się Szóstka. To samo zresztą dotyczy Siódemki. Już nie pożądam, nie patrzę z zazdrością, ciężko mi zresztą je nawet odróżnić. Najsmutniejsze w tym wszystkich jest to, że nawet przy zakrzywionych rogach następny produkt Apple niestety nie wywoła efektu ŁAŁ.

Gdyby tak... oczywiście dalej drążąc te wszystkie ciekawe i niezbędne w codziennym użytkowaniu technologie jak 3D, powrócić troszkę do dbałości o design i dać klientowi ograniczony (jak to Apple ma w zwyczaju) wybór. I niby wszystko już było, i niby nic nas nie zaskoczy, i telefony będą przezroczyste* tak jak te w filmach.

*Współczuję wtedy kobietom. Nie wyobrażam sobie odnalezienia tego badziewia w torebce. Poważnie.

I zanim nadejdą te nowe, lepsze czasy. Chciałabym dostać iPhona 8, który gdy po raz pierwszy wyjmę go z opakowania zaczyna się świecić na kolor czarny, a Siri mówi mi, że to MÓJ nowy iPhone i pyta MNIE jaki ma mieć kolor. 

Wyobraższ sobie przejście z głębokiej czerni przez 4 wybrane kolory za pomocą swipe left, gdzie za każdym razem widzisz napis 'choose me' i dopiero po takim wyborze, który nie może ulec zmianie, masz obudowę w kolorze, który to TY wybrałeś. Litą. Nie wyświetlacz. I dopiero możesz przejść do konfiguracji. Wtedy to jest naprawdę MÓJ telefon. 


Personalizacja, czyli moim marzeniem jest.

Patrząc na powolną stratę pozycji lidera na rynku firmy, która tak wiele możliwości przed tymże rynkiem otworzyła, zastanawia mnie jeszcz tylko, czemu Siri co niedziela nie chce MNIE zapytać, czy ustawić MI budzik na poniedziałek.

Tyle. As simple as that.

Gdybym w zaciszu domowego ogniska mogła nacieszyć się  tym najtrudniejszym dla kobiety wyborem, jakim jest kolor jej telefonu, a system pamiętał o tym, żebym nastawiła budzik, to na przypomnienie o papierze toaletowym mogłabym czekać przez następne 10 lat.


Post udostępniony przez Natasza Janczewska (@nataszajanczewska)

Dorosłość for dummies

Jak być pełnoprawnym dorosłym
czyli poradnik dla niebieskich ptaków




Pierwszy raz chyba zacznę od podziękowań, więc poproszę o zaniechanie linczu. Marlence dziękuję, gdyż bez niej nie szalałabym po Łodzi z uśmiechem od ucha do ucha niczym pies wystawiający pyszczek przez szybę auta.

Gdzieś w dzikiej, leśnej, łódzkiej puszczy, po zabraniu z domu butów do chodzenia po krzakach, 15 zł w gotówce, pomiędzy zgrają obcych osób, gdy muzyka zupełnie nam nie przeszkadzała, doszliśmy w końcu do wspólnych wniosków, co de facto oznacza bycie 'poprawnym/pełnoprawnym dorosłym'.

Postanowiłam więc stworzyć mały poradnik dla osób tak samo zagubionych jak my, gdyż dojście do poniższych wniosków zajęło nam dosłownie szmat drogi i utrata dziedzictwa tylu wybitnie kompetentnych osób byłaby kategorycznie niewskazana.



Będąc  d o r o s ł y m  nie wolno Ci:


1. budować fortu/ bazy i zapraszać kolegów, żeby się im pochwalić

Pamiętacie te bazy w lesie?  Tworzone ze wszystkiego co wpadło nam w ręce, a stare krzesło bez jednej nogi okazywało się wybitnym skarbem. Nie żeby telefony komórkowe były jakimś wybitnym złem, ale zanim poszło się za dzieciaka po kolegę do klatki, najpierw sprawdzało się czy kogoś nie ma w bazie. One miały tą magiczną moc, że zawsze, ale to zawsze ktoś w nich był. Jak nie dzieci to Pan Zdzisław spod sklepu zajmował je z kolegami na noc. Albo te w domu! Forty tworzone ze świeżo wypranych przez mamę ręczników i koców (niejednokrotnie te koce były posłaniem jakiegoś domowego zwierzątka). Pamiętacie! Nie wolno!

2.  biegać krzycząc 'aaa...'

3. w sumie to biegać. Wyjątki: pogoń za autobusem tudzież poprawa sprawności fizycznej. 

4. grać w podchody (nazwij poprawnie, że survival, gra miejska, innych nie pamiętam)

5. śmiać się za głośno w miejscach publicznych

6. opowiadać czegoś z pełnym zaangażowaniem

7. cieszyć się z lizaka

8. chodzić po murkach lub/i krawężnikach

9. śpiewać wyliczanek

10. sprawdzać ile gum kulek możesz wrzucić do buzi za jednym razem



11. tańczyć na ulicy

12. łapać żab (nadmuchiwanie żab też się liczy)

13. grzebać badylem w bajorze

14. tworzyć w kuchni mikstur i testować ich na rodzicach

15. robić figurek z masy solnej bez nazywania tego rękodziełem, nowiuteńkim DIYem lub inne takie

16. grać w klasy

17. leżeć na trawie bez koca

18. mieć klubu. Takiego tajnego z tajnym hasłem i tajnymi członkami i powtarzać wszystkim, że to tajne i nie mogą dołączyć. Oczywiście tajny klub z tajnymi hasłami oraz tajnymi członkami znajduje się w tajnej bazie!

19. grać w gumę

20. grać w noże

21. skakać na skakance. Chyba, że taki nowy trend w fit&health.

22. siedzieć na krawężniku

23. chodzić do kina na bajki. Tu dzieci potrafią uratować sytuację i można na siłę je na jakąś bajeczkę zaciągnąć.

24. dzwonić do znajomych domofonem i pytać 'wyjdziesz'

25. ubrudzić się w podczas zabawy

26. bazgrać farbami bez talentu. No chyba, że to sztuka.

27. polewać się wodą z butelek

28. bawić się balonem

29. ubrudzić się podczas jedzenia

30. krzyczeć 'Na potęgę Posępnego Czerepu!' w dodatku na placu zabaw

31. mieć siniaki i zadrapania

32. codziennie uczyć się czegoś nowego

33. zaadoptować sobie 'podwórkowe zwierzątko'

34. iść na szaber. Polecam jabłka!

35. przeskakiwać przez siatkę, mimo otwartej obok bramy

36. podrzeć spodnie

37. chodzić w za dużych butach

38. mieć twarz umazaną czekoladą

39. walczyć na patyki

40. puszczać kaczki

41. skakać przez kanał

42. grać w kapsle

43. rzucać kamieniami 'kto dalej'

44. wieszać się na trzepakach

45. polować na ślimaki



Uff ! Udało się. Uwaga! To jednak nie koniec.



Natomiast możesz, a nawet  m u s i s z, aby stać się idealnym dorosłym:


- mieć profesjonalny sprzęt do wszelkiego rodzaju sportów,  tłumacząc całej reszcie świata jak strasznie ciężko pracujesz nad swoją formą i jakie niewyobrażalne cele sobie stawiasz. W żadnym wypadku nie na krótkie dystanse lub dla przyjemności! Nu nu!  Bez Endomondo się nie liczy. Trampki odpadają. Ciuchy muszą myśleć za Ciebie.
- nie lubić swojej pracy i twierdzić, że przeszkadza Ci w życiu
- narzekać na kredyt
- na rząd też narzekać
- pić, bo nic się w Polsce nie zmienia
- omawiać na imprezach ilość punktów karnych na koncie
- no i teraz to już obowiązkowo cokolwiek o imigrantach
- zawsze wiedzieć wszystko najlepiej
- moralizować... wiecznie, ale to wiecznie moralizować 


Powodzenia!

lista będzie



- Słyszałam, że ostatnio rozmawiałaś z Kaśką. Co tam u niej?
- Nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- Nie zrozumiałam nic z tego co do mnie mówiła pomiędzy podawaniem klocków, gaworzeniem i przekazywaniem dziecku telefonu.



Miałam się zabrać do pracy. W piątek. Ciężkiej, katorżniczej pracy po pracy, po pracy i jak każda prawdziwy pracoholik zaczęłam od odpalenia twarzoksiążki. Uznałam, że zerknę na chwilę co tam u Was słychać i zamknę się przed światem na cały weekend.

Dawno mnie tam nie było... Raptem szok, niedowierzanie, konsternacja i łazanki! Niczego się nie dowiedziałam! Inaczej. Niczego ważnego się nie dowiedziałam.

Mój feed wygląda... no właśnie... Cholera nawet nie mogę się zdecydować jak dokładnie wygląda! Trochę przypomina hybrydę Page'y: pieluszki Pampers + karma dla kotów (marka dowolna) + świadkowie Jehowy. W dodatku wszystko na porządnym narkotykowym haju.

Szanowne świeżo upieczone Matki i Właściciele kotów,

No bez przesady! Ja wiem, że jedno i drugie jest słodkie. Milusie. Kochaniutkie. Maleńkie. O! Jakie uśmiechnięte! Wy to tak na poważnie, czy jakieś dwie równoległe kampanie społeczne poszły w socialu i coś mnie omija?

'Tylko, żeby nie było' dziś umoralniać nie będę. Uprzątnęłam badziew. Nie obserwuję. Zanotowałam w głowie kogo omijać szerokim łukiem i poszłam dalej.

Tak tylko małą listę tutaj zostawię, bo może jesteście nieświadomi jak to wygląda okiem postronnych obserwatorów.


Od dziś już wiem, że Twoje DZIECKO i Twój KOT:

1. robi poprawną kupę
2. je tak, że się brudzi
3. sika
4. patrzy
5. uśmiecha się
6. załatwia się do toalety
7. stoi
8. leży
9. babrze się w piasku
10. siedzi w wodzie
11. jest przy drzewie
12. śpi
13. no i jeszcze raz stoi (oczywiście)
14. robi cudowną minę jak stoi
15. patrzy jak jesz
16. ziewa
17. leży na ziemi
18. leży na dywanie
19. leży na łóżku
20. leży na łóżku jak czytasz książkę
21. leży na łóżku, gdy oglądasz telewizję
22. i znowu usiadło!
23. pije wodę 
24. siedzi na stole
25. siedzi na kanapie
26. siedzi na krześle
27. siedzi w samochodzie
28. siedzi na tarasie
29. siedzi na trawie
30. patrzy przez okno
31. patrzy na telefon
32. patrzy w telewizor
33. patrzy na komputer
34. o! zamknęło oczy!
35. a nie! patrzy na rękę/łapę
36. liże się
37. było u lekarza
38. było na spacerze
39. było w domu
40. było na podwórku


Dobrze, że istnieją zdjęcia profilowe, bo przynajmniej wiem jak wyglądacie. No i sekcja informacje też jest bezcenna.
Tyle. Dziękuję za uwagę. Bez odbioru.


Ach! I oburzonych to tu, tu, tu <--- zapraszam bardzo serdecznie!

A Ty po ilu buszkach się uśmiechniesz?


- janczewska, co Ty tam tak ćpasz, że wiecznie z zębami na wierzchu biegasz? W dodatku się nie dzielisz!
- Myszak! Otóż   s z c z ę ś l i w o ś ć  !!!

Na wstępie, jak w podstawówce, przepraszam wszystkich, którzy sądzili, że przeczytają obszerny tekst na temat wyższości marihuany nad <wstaw co chcesz>. Sio! Tutaj nie o tym, nie męczcie się.

Ostatnio od znajomych i nieznajomych (o dziwo) dostaję masę pozytywnych feedbacków, które jakimś zrządzeniem losu dzisiaj skumulowały się do tego stopnia, że nawet w kalendarzu zaczęłam sprawdzać czy jakiś dzień dobroci dla zwierząt mamy czy inne święto, na które się załapałam. Tak oto tytułem wstępu: dziękuję!

Drodzy Moi, szczęśliwość to taki darmowy narkotyk, więc chętnie się z Wami podzielę, ale zdobyć go musicie już sami. Nie żadna ideologia, sekta, albo inny wegetarianizm. Szczęśliwość możecie stosować doraźnie lub na co dzień, możecie się nią dzielić, albo skrzętnie zachowywać dla siebie. Trochę tęczy jednak z Was od czasu do czasu wyleci w świat. To chyba jedyna rzecz, z którą musicie się liczyć.



15 sposobów, aby być szczęśliwym:

1. uśmiechnij się
Z rana się uśmiechnij. Później też. Najlepiej cały czas, ale najważniejszy jest poranek. Zamiast myśleć o tym, że jest tak wcześnie, a Tobie tak bardzo się nie chce, zwyczajnie stań przed lustrem i się uśmiechnij. Jeżeli wyglądasz rano tak jak ja to jeszcze lepiej! Zwyczajnie zacznij się z siebie śmiać i wskakuj pod prysznic. To dużo lepsze niż załamywanie rąk już o tak wczesnej porze.

2. nie dotykaj  k u r w y
Idziesz z siatką na zakupy, a tu złośliwość rzeczy martwych bang! i wszystko ucieka i chodnikiem i trawnikiem i ulicą. Po co Ci ta kurwa? Ta, ta... dokładnie ta, którą rzucisz, gdy zauważysz, że się rozrywa siatka. Ta od uciekającego jabłka też. Wiesz co? To jest śmieszne! Polacy uciekają od takich sytuacji, bo Polak zły to Polak zły i bez kija nie podchodź. A może zamiast bawić się z tą kurwą i rzucać z wywieszonym językiem za mlekiem, staniesz, spojrzysz z boku i zaczniesz się śmiać? Przecież gdyby był to Monty Python to byś się śmiał! Tak chwilę, nie godzinę.

A wiesz co się jeszcze dzieje? Przechodnie zaczynają być w szoku! Bo jak to tak bez kurwy i z uśmiechem? Że Polak niby? Niemożliwe! I też się śmieją. Powiem więcej, zaczynają pomagać w zbieraniu niepokornego draństwa. Ty się uśmiałeś. Oni się uśmiali. Czego chcieć więcej?

Zostaw kurwę też przy:
- wylaniu kawy na białą bluzkę
- rozlaniu herbaty po podłodze
- potknięciu na naszych wspaniałych, równiutkich chodnikach

Ona jest brzydka, przechodzona i Cię nie lubi, więc po jaki czort wiecznie chcesz się z nią bawić?

3. spróbuj zrobić coś czego nie umiesz
Oczywiście śmiejąc się z siebie jak i śmieje się całe otoczenie, bo nauka jazdy na rolkach w pewnym wieku to walka o życie, ale musisz przyznać, że to zabawne.

4. pomachaj ludziom
Tak serdecznie. Na przywitanie. Tylko nie dzieciom z podstawówki. Dorosłym pomachaj!

5. ubierz się w disneya/marvela
Ty poczujesz się jak dziecko, inni się będą śmiać z Ciebie, albo z Tobą (czy to ważne? ważne, że się śmieją!), a na każdą wzmiankę o Minnie powrócisz do czasów dzieciństwa. Sytuacja win-win.

6. spróbuj stanąć na rekach
Poważnie. Tylko nie traktuj tego jak wyzwanie. Nie stawaj, a spróbuj! Sam zobaczysz co się stanie. Przy guzach też nie bawimy się z kurwą!

7. posłuchaj głośno muzyki
 Najpierw tej którą lubisz. A teraz playlista: <-- --> jeden <----> dwa <----> trzy <-----> klikaj po kolei. Bez oszukiwactwa.

A jak Ci się spodobało to  --> to <-- zwyczajnie musisz obejrzeć, w całości, bez przewijania!

8. kup lizaka współpracownikom 
To działa cuda. Nie Chupa Chupsa. Tego za 20 groszy, co prosiło się mamę przed pójściem do szkoły.

9. ubrudź się lodem
I wyjdź do ludzi. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo możesz odpuścić w sytuacji, gdy już nic nie da się zrobić. Możesz jedynie się uśmiechać.

10. olej problemy
Nie na stałe. Dziś. Dzisiaj daje Ci wolne! Chociaż ja osobiście jestem fanką ignorowania problemów, dopóki same się nie rozwiążą i działa. Tak w 91% w sumie działa, ale i tak ja kontra nerwy 9-1.

11. odpuść

12. przytul się do zwierzaka
Lwa może zostaw w spokoju, skunksa też, ale te niegroźnie dają radę. Niejadowite żaby też są dopuszczalne.


13. wyjdź na dwór
Nie po coś. Tak zwyczajnie. Możesz popatrzeć na ludzi, albo w niebo, ale wyjdź z tych 4 ścian. Nawet przed klatkę.

14. powiedz komuś obcemu, że dobrze wygląda
Oczywiście tylko w sytuacji, gdy tak jest. Oczywiste oczywistości nie są wcale oczywiste. Później zwyczajnie odejdź. Właśnie dałeś  s z c z ę ś l i w o ś ć  komuś innemu!

15. zjedz pomarańczę

Zalecenia można stosować hurtem lub w detalu. Chyba nie mają skutków ubocznych w połączeniu z alkoholem. Konsultacje ze specjalistą też nie są potrzebne. 

Nie mów mi tylko, że nie masz czasu! Bo ja ten tekst piszę po pierwszej pracy, po drugiej pracy, gdy wróciłam do domu, żeby jeszcze trochę popracować. Kijek z tyłka won i przed klatkę podglądać sąsiadów marsz!

Panie Doktorze brzuszek boli!



Łódź. Niedziela. Otwierasz oczy. Patrzysz na zegarek. 6:30. Cholera. Już czuję, że przegrałam dzisiejszy dzień. Próbuję wstać.

Ból jest nie do wytrzymania. Nic z tego. Siła woli. Może samo przejdzie. 7:00. Jakimś cudem człapię do kuchni. Ilość leków przeciwbólowych w mieszkaniu zaskakuje szczodrością. Wżeram łapczywie połowę przyosiedlowej apteki, bo druga połowa może przydać się na później.


Czekam. Godzinę. Ból przechodzi do stanu, gdy zaczynam się zastanawiać czy skakać z okna, czy najpierw spróbować walić głową w ścianę. Nie dam rady.


Jestem odporna. Za dzieciaka 2 dni potrafiłam udawać przed rodzicami, że wcale nie mam złamanej ręki. Za dorosłego przy skomplikowanym skręceniu kostki długo tłumaczyłam lekarzom, że nie żartuję - poważnie reaguję śmiechem na ból.

Teraz się nie śmieję Wstaje Wera. Dzwoń na pogotowie. Pan chce rozmawiać ze mną. Nie mogę mówić. Z bólu nie mogę mówić. Dostaję pierwszy opierdol, że nie jestem wstanie podać rzetelnych informacji. Kurwa.

To nie ich sprawa. Proszę zadzwonić na pomoc świąteczną. Podobna sytuacja.
- Wyraźniej Pani nie może?
- Niech Pani nie przerywa.
- Apap Pani brała?
- Górna to nie nasz rewir. Proszę zadzwonić na pogotowie.

Zaczynam bluźnić, że już dzwoniłam, że mają obowiązek przyjęcia pacjenta, że przysięga Hipokratesa.

- Do szpitala Pani powinna pojechać.
- Chcę! Tylko nie mogę wstać z podłogi, a pogotowie nie chce przyjechać!

Przekazuję telefon. Mam dość. Każę Weronice dać sobie spokój. Dość mam idiotów. Biorę drugą część apteki i wysyłam po kolejne leki. W organizmie buzują mi pochodne koktajlu Mołotowa. Padam.

O 11.00 dzwonek do drzwi. 11:00 (!!!). 

- Wzywała Pani pomoc świąteczną. 

Gdzie ja żyję? Wzywałam! Jasne, że wzywałam. Trzy godziny temu wzywałam!

- Ja mam tu wpisane, że odmówiła Pani hospitalizacji.

Że co?! Ja chciałam iść do szpitala! Wymiękłam.

I nie chodzi mi o znieczulicę i nawet o niekompetencję mi nie chodzi, a już tym bardziej o zaniedbania względem pacjentów.

Ja się jedynie zastanawiam dlaczego płacę za coś z czego nie korzystam? Czemu za moje pieniądze jestem narażona na zniewagi i awantury? Szanowna służbo zdrowia ja nie chcę, żebyście się zmieniali. Ja Was nie chcę utrzymywać!


To jak wejść do restauracji, zapłacić z góry, nie zostać obsłużonym, w gratisie otrzymać opierdziel od kelnera, że nie wiesz, co chcesz zjeść mimo tego, że nikt Ci nie przyniósł menu, a na koniec zostać wyproszonym.


Nie chcę być do tego zmuszana. Nie życzę sobie. Chcę, żeby moje pieniądze lądowały w miejscach, gdzie ludzie się mną przejmują. Nawet napiwek zostawię. Zgiń! Przepadnij, zły duchu!

Czy Wy w ogóle zdajecie sobie sprawę, że Waszym pracodawcą nie jest dyrektor szpitala, nawet minister zdrowia nie jest.

Służbo Zdrowia Twoim pracodawcą jestem JA, Pani Krysia z za lady, Pan Kamil i Pan Zdzisław.

My płacimy na Was podatki! A Wy wiecznie z miną jakby ktoś na samym środku rejestracji się wysrał olewacie nas, patrzycie na nas z góry i w dodatku potraficie jeszcze podnieść głos. Na pracodawców podnosicie ten głos, Szanowni Państwo.

Łobuz kocha bardziej.


- Poznałam kogoś.
- ???
- Ma zespół.
- Uciekaj!
- Jest gitarzystą.
- Jak najdalej!
- Trochę też śpiewa.
- Niech zgadnę... Jest artystą, mieszka z rodzicami, szuka swojej drogi życiowej, świat go nie rozumie, a tylko dzięki Tobie wie, że może coś osiągnąć.
- Janczewska, czuj się! Co Ty cholerny Nostradamus jesteś?


Nawet research przeprowadziłam. W sumie, przeprowadziłam to za duże słowo. Ostatnio osaczają mnie osoby, którym coś z tymi związkami tak po prostu nie wychodzi.

A internet aż huczy, że łobuz kocha bardziej, że kobiety nie doceniają dobrych chłopców, a później płaczą w poduszkę. Otóż błąd Panowie! To, że jesteście dobrzy wcale nie oznacza, że nie sprawiacie problemów. Może nie pijecie codziennie, nie palicie nałogowo marihuany, nie awanturujecie się po nocach, ale do ideału brakuje Wam więcej niż sądzicie.

Myślicie, że pociągają nas bad boy'e, bo są niebezpieczni i mają szybkie maszyny? Błąd!

Najdziwniejszy jest fakt, że kobiety, które związały się z typami spod ciemnej gwiazdy nie marudzą, nie wrzeszczą, nie płaczą. Wiedzą w co się wpakowały i jakie wiążą się z tym konsekwencje. To niestety te, które mają dobrych mężczyzn siedzą wiecznie na telefonach z przyjaciółkami.

W dupach im się poprzewracało? Nie sądzę.

Powód jest banalny: nie na to się pisały. 
W dodatku dobrego chłopca dużo trudniej zostawić, bo... to taki dobry chłopak jest.




Szanowni Porządni Panowie, wybieramy złych Panów, bo są prostsi. Tak zwyczajnie, po ludzku. Jak są wściekli to robią awanturę, jak chcą zjeść pizze to nie pytają nas jaką tylko ją zamawiają, jeżeli chcą gdzieś wyjechać to wchodzimy i zastajemy mieszkanie puste, ale nie musimy się niczego domyślać. Okazjonalnie wywiną nam taki numer, że przez dłuższy czas nie możemy się pozbierać, ale to przewidziałyśmy. Na to się pisałyśmy. Wiedziałyśmy czego się spodziewać.

W dodatku możemy odejść. Bez wyjaśnienia. Spakować się i wyjść, nie mając najmniejszy wyrzutów sumienia, bo im się należy.

A co z Wami?

Czasy, kiedy kobieta siedziała w domu, wychowywała dzieci i gotowała obiadki już dawno odeszły w  niebyt. Robimy to wszystko jednocześnie starając się pogodzić posiadanie rodziny z karierą zawodową.

I z Wami. Dodatkowymi dziećmi, które chcą, żebyśmy były szczęśliwe.

Sądzicie, że brakuje nam miłości? Czasu? Świętego spokoju? Porządku? Szaleństwa?
Nie!

Brakuje nam niemyślenia! Myślimy wszędzie! Zawsze! W domu. W pracy. Z przyjaciółmi. Z dziećmi i na koniec musimy myśleć jeszcze z Wami. Podejmować decyzje, przedstawiać odpowiednią argumentację, analizować skutki.

Z Wami nie chcemy myśleć! Chcemy, żeby ktoś myślał za nas. Bez pytań, zastanawiania się, zrzucania tego na nasze barki. Dlatego ci drudzy wygrywają. Oni nie zadają pytań, oni zwyczajnie przedstawiają plan gry do którego musimy się dostosować. Jeżeli nam się nie podoba to mamy na kogo zwalić winę. Taki dodatkowy bonus. Wypoczywamy.

- To dlaczego z nim jesteś?
- Nie wiem.
- Jakikolwiek powód? Cokolwiek? Nie znasz powodu dla którego z nim jesteś?
- Nie.

Myślicie, że kobietom przeszkadzają koledzy czy złe maniery przy stole? Nie!

Marzymy o tym, żeby ktoś podejmował za nas decyzje. Nawet takie, że dzisiaj w domu pozostanie brudno, a na kolację będzie znienawidzona przez nas golonka, bo wolimy pomarudzić jak bardzo jej nie lubimy,  niż myśleć o tym co de facto chciałybyśmy zjeść.

To co, zagadka rozwiązana?